Joga w Kazimierzu - Agata Leśny, Joga! Centrum Adama Bielewicza Sylwester w Kazimierzu Dolnym 2004/2005 Agnieszka Leśny Na Sylwester organizowany przez Joga! Centrum jechałam pełna obaw. To był mój pierwszy obóz jogi, na dodatek nie udało się namówić nikogo z leniwych znajomych. Na szczęście od pierwszego dnia towarzyszyły mi bardzo miłe zbiegi okoliczności, które utwierdzały mnie w przekonaniu, że ten wyjazd był naprawdę dobrym pomysłem.
Obóz jogi nadaje życiu rytm, chociaż na te kilka dni. Daje namiastkę poczucia stałości, bezpieczeństwa i ułożonego życia. Wszystko w Kazimierzu jest zaplanowane tak, żeby budowało harmonię ciała, serca i umysłu – zupełnie jak w haśle naszej szkoły. Plan dnia narzuca dyscyplinę i jeśli tylko chce się jej sprostać (a przymusu nie ma), z każdym treningiem, wstaniem na poranną herbatę czy pokonaniem senności i przybyciem na zajęcia Olgi – człowiek czuje satysfakcję i dumę. Przepyszne jedzenie wegetariańskie pozwala ciału na regenerację po ciężkich treningach. Treningi ułożone są tematycznie, więc się nie nudzą. Męczą, ale w sposób, który jest dla mięśni nagrodą a nie karą, dodatkowo prowadzone są ze śmiechem, bez patosu i wycisku. Ćwiczenie jogi w Kazimierzu jest zupełnie innym doświadczeniem, niż praktyka w warszawskich szkołach. Nie można lawirować pomiędzy nauczycielami znając ich preferencje w wyborze asan i ich styl prowadzenia zajęć. Ćwiczy się tylko z Adamem, który potrafi być morderczo konsekwentny, ale dzięki temu można starać się wyłapać logikę kolejnych sesji. Okazuje się, że nauczyciel też jest człowiekiem; czasem go coś boli, coś nie wychodzi. W zmęczeniu i rozciąganiu zakwasów pomaga myśl, że nauczyciel wczoraj wykonywał te same, trudne asany i dziś staje na macie mimo to. Grupa uczy, że trzeba ćwiczyć dla siebie, że każdy ma indywidualne problemy i musi sobie z nimi poradzić bo nie da się ciągle prosić o asystę czy wskazówki. Jeśli ktoś pragnie powiększać swoją wiedzę, może przyjść pomęczyć pytaniami nauczyciela czy asystenta, wyciągnąć jakąś książkę z biblioteki. Ci, którzy przyjeżdżają do Kazimierza tylko na “gimnastykę” sami wybierają czy chcą wejść głębiej w duchową część programu i praktyki czy nie. Mają wybór, który szanują współuczestnicy wyjazdu. Olga, swoimi zajęciami i krzątaniem się, pomaga budować bardzo ciepłą, bezpieczną atmosferę i cierpliwie wysłuchuje jęków zmęczonych treningami przyszłych joginów. Jej zajęcia są kompletnym przeciwieństwem praktyki jogi, a jednocześnie ją dopełniają, pozwalając człowiekowi na “obejrzenie” siebie z innej strony. Olga uczy spontaniczności i bezpiecznego odreagowania. Szybko okazuje się, że nie ma lepszego sposobu na rozchodzenie zakwasów niż szaleńczy taniec. Zabawa sylwestrowa jest chyba jedyną w Polsce, na którą niektórzy uczestnicy przychodzą w legginsach i tenisówkach – ale po treningu Tańca Serca nikomu to nie przeszkadza. Organizatorzy znowu pozostawiają wybór; można uczestniczyć w “obrzędzie” palenia złych rzeczy z poprzedniego roku, można tańczyć, można popijać napoje wyskokowe, można pójść spać i nabrać sił przed kolejnym treningiem. Do Kazimierza jadą nieprzypadkowi ludzie, o czym osobiście miałam okazję się przekonać. Myślę, że każdy z uczestników ostatniego wyjazdu, w pewnej chwili poczuł, że jest na właściwym miejscu we właściwym czasie. Dookoła grupy z Joga! Centrum gromadzi się jakaś magia, pozytywna energia dająca specyficzną motywację i budująca “pracowitą” atmosferę. Jedyną osobą która tego, podobno, nie zauważa jest Adam. Olgo, Adamie, dziękuję Wam za opiekę i podjęcie się trudu zorganizowania tego wyjazdu (na pewno znaleźlibyście mniej pracochłonny sposób spędzania wolnych dni). Na efekty zainicjowanej, dzięki Wam, pracy przyszło mi długo poczekać, ale w końcu powoli nadchodzą przypominając dni spędzone w Kazimierzu. Mam nadzieję, że spotkamy się tam znowu w fantastycznym składzie. Buziaki, Aga Leśny « Powrót |