Harmonia ciała, serca
i umysłu

Jolanta Pieńkowska odpoczywa na głowie

Agnieszka Litorowicz-Siegert

Jolanta Pieńkowska - dziennikarka Wiadomości, aktywna, ambitna, do tego perfekcjonistka. Jolanta Pieńkowska robi tez wywiady w radiowej Trójce, prowadzi wieczorny Monitor. Jej dzień pracy często trwa 17 godzin. I co chwila stres. Stara się być optymistką, napięcia łagodzi uśmiechem, ale szuka sposobu, by pozbyć się złej energii. Od dawna myślała o jodze. Zachęcona przez 'Twój Styl' zdecydowała się na lekcję u Adama Bielewicza. Przekonała się, że warto.

Przybiega rano do Joga! Centrum Adama Bielewicza na Żurawiej. Tak jak prosiła Adam, tylko po lekkim śniadaniu, w swobodnym stroju. Pierwszy raz od dawna wyłączyła komórkę, bosą stopą weszła w świat ciszy, harmonii. Ciekawy, ale obcy. Ona jest z innej bajki. Cyfry w jej kalendarzu przewijają się jak w automacie do gry, wszystko nawet już nie biegnie, tylko gna. Wstaje o szóstej, trzynaście po ósmej zaczyna rozmowę w Salonie politycznym Trójki, potem kolegium w redakcji, przygotowanie do Wiadomości, gazety, stosy notatek. A jeszcze musi się przebrać, umalować, odsłuchać wiadomości na sekretarce, zadzwonić do syna. Dobrze, joga jej się przyda.

Adam proponuje rozgrzewkę, potem pierwsze ćwiczenia jogi: pozycja psa z głową do góry i głową w dół. Brzmi intrygująco. Jolanta niepewnie ustawia się naprzeciw trenera, szary luźny dres nie ukrywa kruchości jej filigranowej sylwetki. Adam proponuje, żeby mówili sobie po imieniu, ma spokojny, kojący tembr głosu. Pokazuje pierwszą sekwencję ćwiczeń - stań na prostych nogach, wyciągnij ręce w górę, potem sięgnij rękami do podłogi. - Jak ty to robisz? - Jolanta patrzy z podziwem, jak Adam kładzie na podłodze całe dłonie. Ale powtarza ambitnie. - Uprawiasz jakiś sport? - Adam dociska jej plecy, żeby pogłębić skłon. - Tak, bieganie po schodach - śmieje się zasapana. - Rób wszystko powoli, nie forsuj się, każde ćwiczenie wymaga czasu. - Szkoda - Jolanta mruczy pod nosem, bo ona wolałaby szybko. - Jesteś spięta - wyrokuje Adam i każe delikatnie naciągać poszczególne mięśnie. Spięta, spięta, a jak ma nie być? Stres ma wpisany w zawód, wypija go razem z poranną herbatą, kiedy wszystko zaczyna wirować, bo jest ósma, a gość Salonu tkwi w korku. - Oczywiście dni różnią się między sobą, niecodziennie stres jest taki sam, ale zawsze dzieje się dużo. Zbiera się, zbiera i w końcu trzeba to wszystko odreagować. Ja nie wypracowałam jeszcze swojej metody relaksu. Stres muszę przeczekać. Czasami tylko znajduję chwilę, żeby wejść do wanny, zanurzyć się w lawendowych olejkach, zamknąć oczy. Ale to tylko sporadyczne momenty rozkoszy - na ogół bardzo późno się kładę, wcześnie wstaję i czas na relaks jest dla mnie marzeniem wyjątkowo trudno osiągalnym.

Adam wydaje następne polecenie: z leżenia na brzuchu podnieś się na proste ręce i nogi i wyciągnij kręgosłup - to właśnie asana (pozycja) pies. - Otwórz klatkę piersiową, głowa pasywna -zabawnie proponować to osobie, która na co dzień głowę ma aktywną, jak mało kto. No, ale ma być pasywna i koniec. - To, co teraz robimy, dobrze jest zrobić rano. To ćwiczenie bardzo dobrze rozciąga, pobudza ciało. - Aha, to bym musiała wstawać o piątej - mruczy ona i powtarza psa.

Kolejne asany: pozycja drzewa. Adam wypręża się, jedną nogę zgina w kolanie, stopę przykłada do wewnętrznej części uda drugiej nogi. To jeszcze pół biedy, teraz trzeba wyciągnąć ręce do góry i zachować równowagę. Jolanta z trudem łapie pion. - Próbuj, próbuj, to jest wyzwanie - zachęca Adam. I tu ją ma - Jolanta ambitnie zaciska zęby, drzewo jeszcze się buja, ale już coraz słabiej. Dobrze, stoi. - To świetna pozycja na zdenerwowanie - Adam pokazuje kolejne ćwiczenia, które mają pogłębić świadomość ciała. - Niby je masz, używasz - tłumaczy - ale chodzi o to, żeby poczuć, co, gdzie i jak pracuje. W każdej pozycji jogi stoi się przez dłuższy czas właśnie po to, żeby doświadczyć głębiej istnienia ciała. Jolanta coraz swobodniej wykonuje polecenia, oswaja z oryginalnym treningiem. Powoli zaczyna dobrze się czuć w tej nowej scenografii. Sala jest przestronna, jasna, Jolanta za to szczuplutka, delikatna, prawie ginie w tym ascetycznym pomieszczeniu. Chwilami wygląda, jak mała dziewczynka. Kiedy skupia się wyłącznie na ruchach ciała, nie znający jej obserwator miałby wrażenie, że z cała pewnością nie może to być kobieta, która krzepkim głosem gromi rozkrzyczanych polityków, jak z karabinu strzela ripostami, potrafi się unieść. Jolanta bardzo się stara, przykłada do każdego ćwiczenia, wczuwa w sytuację. Tylko, kiedy kończą poszczególne asany, ona i Adam zachowują się zupełnie nie jak jogini. OK.?- pyta on. OK. - odpowiada ona.

- Teraz usiądziemy w siadzie skrzyżnym - mówi Adam, a ona cieszy się, że nareszcie coś łatwego. - To się okaże - Adam każe jej usadowić się tak, żeby ciężar opierał się na kościach. Teraz jedna ręka do góry, za plecy druga dołem, żeby się spotkały i zaplotły. - Prawą mam lepszą, łatwiej idzie - sapie Jolanta - Zazwyczaj tak jest, jedna ręka jest lepiej rozciągnięta. - Czy to zależy od tego, którą się pisze? - docieka ona, ale mityguje się szybko, dobrze, będzie cicho, to nie 'Monitor'. - No, prawie się zaplotły - stęka. - Nie kombinuj - mówi Adam - Wszystko widzę w lustrze, które masz za plecami. - Nie przejmuj się, że coś nie do końca wychodzi. Nie wszyscy od razu potrafią powtórzyć w wszystko. To jest jak uczenie się, kiedy powtarzasz i nabierasz rozpędu, nauka przychodzi łatwiej.

Teraz coś trudniejszego. Adam mocuje na drabinkach pętlę z grubej liny i prosi, by Jolanta weszła do środka, oparła się biodrami, opuściła na dół zawisając na linie bez podparcia. - Jesteś bezpieczna, nic się nie stanie. W jodze trzeba czasem zmierzyć się z lękiem, zawierzyć przyrządom. Problem w tym, że ona woli zależeć od siebie. W pracy często jestem uzależniona od czynników, na które nie mam wpływu, coś dzieje się poza mną, ale od tego czy się uda, zależy efekt mojej pracy. Nie lubię tego, spinam się. Żyję nerwami: czy koledzy zdążą na czas zmontować materiał, czy ekipa wróci ze zdjęć, czy gość przyjdzie do studia, nie spóźni się. To sprawa nierozerwalnie związana z charakterem pracy, można powiedzieć zawodowe ryzyko, ale na dłuższa metę - dla psychiki czynnik absolutnie destrukcyjny. Na szczęście jest optymistką, spieszy się, czasami irytuje, ale nie marudzi. Postawiła na dobre wewnętrzne zorganizowanie, dyscyplinę. Zawsze stara się oddzwaniać, nie zawalać spraw, kontrolować sytuację mimo stałego napięcia. Nie robi wokół siebie zamieszania, stresy łagodzi uśmiechem. Spróbujesz jednak? - pyta Adam zachęcająco. Ona bierze głęboki oddech, oplata biodra liną, powoli opuszcza się aż do ziemi, w końcu pokonując strach odrywa ręce od podłogi, swobodnie zwiesza ciało na linie. Uśmiecha się zadowolona. - Głowa pasywna, rozluźnij brzuch, zaraz poczujesz się świetnie. Serce odpoczywa, bo głowę masz niżej, serce nie musi pompować krwi do mózgu z wielką siłą. - O, jak dobrze... - Tylko nie zaśnij, bądź świadoma. - Już bym mogła zasnąć, szkoda...
Relaks to tylko pozornie łatwa lekcja. Najlepsza pozycja to stanie na głowie albo świeca - najważniejsze asany jogi. Początkujący robią półświecę. Jolanta leży na podłodze z nogami pionowo opartymi na drabinkach. Adam spokojnym tonem podaje kolejne polecenia: poczuj brzuch, poczuj twarz, czoło, gałki oczne... - Kiedy oczy się ruszają, to znaczy, że mózg myśli. A ma odpoczywać, trzeba doprowadzić do stanu, że gałki są nieruchome. Teraz kolej na czucie policzków, skóry twarzy, rozluźnienie szczęk, warg, wreszcie języka. - To ważne szczególnie dla ciebie, ty dużo mówisz, pracujesz używając języka. A wiesz, że kiedy myślisz, język też się napina? Myślenie jest cichym, podświadomym mówieniem. Teraz nie mów nic, także w myślach, nie analizuj tego, co się dzieje, tylko to akceptuj, odpoczywaj. I nie zasypiaj, głęboki relaks jest prawie, jak głęboki sen, ale różni się świadomym odczuwaniem ciała w rozluźnieniu. Skup się na wydechu, przenieś jego jakość na całe ciało. Zamykają się bramy łączące cię ze światem zewnętrznym... Jolanta ma zamknięte oczy, wygląda, jakby spokojnie spała. - Kiedy rozluźnia się ciało, rozluźnia się także umysł. Teraz przez kilka minut nie będę nic mówił. Jolanta zagłębia się w nowy dla siebie stan: cisza, równowaga, oderwanie od wszystkich spraw. Czy to możliwe? Jednak tak. Studio nie runęło, w jej redakcji życie toczy się swoim rytmem, z synem też wszystko w porządku. Często myśli o nim w środku dnia. Ale zawsze spokojnie, ciepło; wychowywanie Mateusza nie jest następnym powodem do stresów, przeciwnie, nakręca ją pozytywnie. I życie jest przez to pełniejsze, więcej w nim emocji. To dobrze, przecież... No tak, tak, miała o niczym nie myśleć. Już ciiicho... Dopiero po dłuższym czasie słyszy: wychodzimy, bramy się otwierają, skup się teraz na wdechach, przewróć się na prawy bok. Nie! - odpowiada stanowczo. - A to dlaczego? - Bo tak jest fajnie! Śmieją się oboje. Koniec lekcji, Jolanta czuje, że każda część jej ciała jest wspaniale rozluźniona, spodobało jej się.

Jolanta: To fantastyczne uczucie, odświeżające, jestem po tych zajęciach cudownie zrelaksowana, wyciszona. Stoję teraz na ulicy i czekam na taksówkę, jest zimno, muszę dojechać do redakcji. Normalnie wściekałabym się, że taksówka się spóźnia, a teraz, proszę - jestem absolutnie spokojna, mam znakomite samopoczucie. Chciałabym zapisać się na regularne zajęcia. Mam czasami potrzebę, żeby zrobić dla siebie coś, dzięki czemu poczuję się lepiej. Teraz uważam, że lepiej pójść na zajęcia jogi, niż na przykład wchodzić do zimnego basenu. Oczywiście znowu jest problem z czasem - w tygodniu mam tylko dwa dni wolne. Wszystkie zajęcia planuję właśnie na ten czas i nagle te dwa teoretycznie najluźniejsze dni są zajęte od rana do wieczora. Ale czuję się zachęcona, wiosennie nastawiona do tego pomysłu z jogą. Szczególnie przekonuje mnie możliwość szybkiego relaksu. Bywa, że czasami nie mogę długo zasnąć, a rano muszę bardzo wcześnie być na nogach. Przewracam się z boku na bok i powtarzam sobie: śpij, bo zostało ci tylko pięć godzin, cztery i pół, cztery - i wciąż nie śpię. Techniki jogi pozwalają wyzwolić się od takiego stresu, wewnętrznie uspokajać, szybko regenerować siły. Jestem zadowolona, że się o tym przekonałam na własnej skórze.

Reportaż ukazał się w marcowym numerze Twojego Stylu w 2003 r.